Wspólnota

pogoni za szczęściem, pieniędzmi, karierą zapominamy o tych, którzy wiele za nas oddali. Mowa tutaj o szeroko rozumianej wspólnocie, która jest bardzo ważna dla naszego życia. Do napisania tego artykułu zainspirowała mnie pewna historia, która przytrafiła mi się jakiś czas temu. Nie będzie to tradycyjny artykuł, w którym zgłębimy jakąś prawdę czy problem społeczny, dzisiejszy tekst jest w formie przemyśleń, właśnie na temat wspólnoty i ofiary Chrystusa.


Tajemnicze spotkanie


czas temu wchodząc do Kościoła, aby pomodlić się w ciszy zaczepiła mnie pewna osoba z niego wychodząca, słowami: “Kościół jest pusty”, nie ukrywając mojego zdziwienia, odparłem: “No, jest pusty”. Starsza Pani, kontynuowała, mówiąc o pewnym spotkaniu, które odbyć się miało w przeciągu godziny, dalej mówiła: “Nie lubię być w pustym Kościele”, ja zaś odparłem, że przyszedłem się jedynie pomodlić, na co Pani rzekła: “Wyjdźmy na zewnątrz porozmawiajmy, Kościół jest pusty”, raz jeszcze sprostowałem, że przyszedłem jedynie w celu modlitwy, po czym starsza kobieta wyszła przed Kościół. Po chwili czasu, kiedy byłem już w ławce, nagle ktoś wszedł i podszedł do mnie - tak była to ta sama osoba. Tym razem zapytała się mnie: “Czy mogę razem z panem się pomodlić, tylko czy mógłby Pan przesiąść się do tej ławki - wskazując kulą ławkę obok”, myśląc jedynie o tym, aby zaznać chwilę ciszy, przesiadłem się, rozpoczynając tym samym dalszą rozmowę, tym razem z osobą, do której przyszedłem. Po kilkunastu minutach, siedząca obok Pani, ponownie zwróciła ku sobie, moją uwagę mówiąc: “Spotkanie dopiero za godzinę, zaraz możemy pójść się przejść”, na co już bardziej stanowczo odparłem, że przyszedłem jedynie w celu modlitwy, nie słyszałem nic o planowanym w Kościele spotkaniu. Minęło kilka chwil, usłyszałem dochodzący szmer, starsza osoba wstała, obeszła ławkę i stanęła obok mnie, mówiąc: “Ja wyjdę, ponieważ jest mi duszno”, odparłem krótko - ok, dobrze, po czym spotkałem się z odpowiedzią: “Będzie Pan tu teraz sam?, może postoje obok Pana?”, cała sytuacja trochę mnie zmieszała, starsza kobieta stoi obok mnie i czeka, aż skończę się modlić, odparłem - Bóg jest ze mną, naprawdę może Pani wyjść, nie musi Pani stać, ale kobieta cały czas stała. Wstałem i wspólnie z nią opuściliśmy Kościół, porozmawialiśmy, na koniec życzyła Wesołych Świąt i oznajmiła: “Ja się jeszcze trochę przejdę, a później wrócę na mszę” (w mojej głowie narodziło się pytanie, może o to właśnie spotkanie owej Pani chodziło, o mszę, która wydała mi się zbyt oczywista, aby z takim przejęciem o niej mówić). Po krótkiej chwili, pożegnaliśmy się, a ja poszedłem w swoją stronę, rozmyślając nad nową koncepcją, jaka narodziła się w mojej głowie po tym dosyć tajemniczym i niespodziewanym spotkaniu - wspólnoty.


“Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” Mt 18,20

Wspólnota ludzi wierzących


Cała ta dosyć przypadkowa, może lepiej użyć słowa nieoczekiwana sytuacja, zainspirowała mnie do napisania tego artykułu. Myśląc nad tematem wspólnoty, zgromadzenia pomyślałem, że czym innym jest Kościół jak nie wspólnotą, mówiąc formalnie - wspólnota ludzi wierzących, to my, wszyscy wierni tworzymy Kościół, naszą matkę, a zarazem dziecko, o które winniśmy dbać. Każdy z nas potrzebuje wspólnoty, potrzebuje pewnego oparcia, w które mógłby się zagłębić, wypowiedzieć, w którym mógłby odpocząć, po to jest właśnie Kościół i wspólnota Go tworząca. Często między nami, tworzą się podziały wynikające z odmienności poglądów, wizji, innych zdań, a tam, gdzie są podziały, nie ma jedności, którą jest wspólnota. Na te kwestie, o czym dogłębniej napiszę w innym artykule, zwrócił swoją uwagę etap lokalny Synodu, na potrzebę słuchania, dialogu we wspólnocie, na zniesienie wszelkich podziałów w trosce nie tylko o nasze wspólne dobro, ale całego Kościoła. Myśląc dalej o sytuacji, jaka mi się przytrafiła, dostrzegam pewien zanik “ważności” Eucharystii, która staje się jedynie rutyną, tradycją towarzyszącą nam od pokoleń. Oczywiście mogę gdybać i domyślać się o jakim to spotkaniu, z takim zamiłowaniem mówiła starsza Pani, ale wnioskuję, że o Mszę jej właśnie chodziło, a nawet jeśli nie o Mszę to mimo wszystko to, co napiszę, wydaje mi się prawdą, bowiem stała się ona jedynie coniedzielną rutyną i “obowiązkiem”, a nie okazją do wspólnego spotkania się i rozmowy z Ojcem. To również tyczy się mnie, słysząc o spotkaniu, mogłem od razu pomyśleć, że pewnie chodzi o Mszę, ale kompletnie nie przyszło mi to do głowy.


„Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków. Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.” (List do Hebrajczyków 10,24-25 BT)

Chrystus receptą na pojednanie


Ukrzyżowany a później Zmartwychwstały Chrystus wprowadza pokój między nas. Jego ofiara powinna nie tylko zburzyć bramy śmierci, ale również bramy podziałów. Jakiś czas temu uczestniczyłem w rekolekcjach, trafniej nazwać to dniem skupienia, podczas którego rozważałem temat: “Spójrz na Niego”, czyli spójrz na Chrystusa ubiczowanego, umęczonego i powieszonego na krzyżu i myśl, rozważaj, szczególnie w tym ostatnim czasie, jakim był Wielki Tydzień, ostatniej prostej na drodze ku śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Patrząc na ukrzyżowanego Chrystusa z miłością, musimy pragnąć Go naśladować i wskazywać innym jako wzór i przykład. Odnosi się to również do istoty naszego życia, którą jest pokazanie Jezusa bliźnim.

Jeśli pojawią się między nami podziały, spójrzmy na krzyż i pomyślmy: “On umarł za nas, On poświęcił swoje życie, abyśmy my mogli żyć w wiecznie, dlaczego teraz mamy się kłócić, obrażać?”. To całkowicie przeczy jakiejkolwiek logice, bowiem niszcząc się wzajemnie, ofiara Chrystusa idzie w zapomnienie, a co z tym się wiąże - Zmartwychwstały Chrystus przestaje mieć dla nas znaczenie, a jedynie jest elementem symbolicznym.


Refleksja na dziś


Czy przygotowałem swoje serce na przyjście Chrystusa? Jak wygląda moja wspólnota, czy jest ona dla mnie ważna? Jezus umarł za mnie, poświęcił swoje życie w krwawej ofierze, czy zdajesz sobie z tego sprawę? Wydawać Ci się to może bardzo odległe, ktoś kiedyś ukrzyżowany za moje grzechy, wyobraź sobie, że ktoś bardzo Ci bliski oddaje życie, abyś mógł być wolny - jak się zachowasz? Będziesz dziękować mu w modlitwie, czy wciąż narażać się na śmierć, zapominając o ofierze za Twoje życie? Pomyśl nad tym…





#wielkanoc #wspólnota #zmartwychwstanie

 

Poprzedni artykuł:

A masz sumienie?


Źródło:

"Okładka artykułu"

 

MR

21 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie