„Panie, niech cały świat pójdzie za Twoją Dobrą Nowiną"

28 lutego obchodziliśmy Dzień Solidarności z Misjonarzami, z tej okazji przeprowadziłem wywiad z Paulem Aquiliną, który należy do maltańskiego Stowarzyszenia Doktryny Chrześcijańskiej. SDC na Malcie lepiej znane jako M.U.S.E.U.M to świeckie stowarzyszenie misjonarzy zajmujących się szerzeniem Ewangelii na całym świecie. Wczoraj tj. 7 marca SDC obchodziło 114 rocznicę założenia.

[Rozmowa przetłumaczona z języka angielskiego]

Z pewnością niewielu Polaków wie o SDC. Często mogą podchodzić specyficznie do maltańskiego stowarzyszenia, o którym mało kto tu słyszał. Przybliż nam jego historię.

Stowarzyszenie SDC założone było przez Świętego Jerzego Precę w 1907 roku. Jego celem była formacja ludzi aby też mogli nauczać innych. Pomóc im dążyć do świętości. Chciał aby ludzie byli zdolni głosić słowo Boże dla młodzieży, dorosłych, dla wszystkich. Stowarzyszenie zaczęło rozrastać się na Malcie, w każdym mieście była placówka. Powstały dwie gałęzie – żeńska i męska. Jerzy Preca miał wizję aby SDC rozszerzyło się na cały świat. Był czas kiedy maltańczycy emigrowali do Australii, wówczas Jerzy Preca razem z nimi wysyłał członków stowarzyszenia aby tam je „budowali”. W ostatnich trzydziestu latach, SDC dalej pragnęło wysyłać członków jako misjonarzy do innych krajów. Do Sudanu, Anglii, Albanii, Kenii, Ameryki Południowej – Peru i na Kubie. Oczywiście w Polsce i jeśli Pan Bóg pozwoli będziemy mieli placówki w innych miejscach na świecie.

Dobrze, zacznijmy od początku jak zaczęła się twoja historia z SDC?

Przygoda z SDC zaczęła się w wieku sześciu lat kiedy przygotowywałem się do Pierwszej Komunii Świętej. Placówka stowarzyszenia była jakieś 100 metrów od mojego domu. Mój starszy brat zabrał mnie na spotkanie w SDC i tak się stało, że zainspirował, zachęcił mnie tym aby uczęszczać na te spotkania. Zostałem kandydatem, rozeznając czy jest to moja droga. Kiedy miałem 18 lat stałem się pełnym członkiem stowarzyszenia.


Jak zareagowali na to Twoi rodzice, na Twoją chęć wstąpienia do stowarzyszenia?

Tak naprawdę nie byli zaskoczeni. Byłem zaangażowany w placówce, więc nie było to aż tak zadziwiające. Brałem również udział w programie formacyjnym w Domu Generalnym. Moi rodzice nigdy nie ingerowali w moją decyzję.


Młodzi ludzie boją się swojego powołania, często reakcji najbliższych.

No właśnie, ja miałem szczęście. Tak się dzieje nawet na Malcie, dużo młodych ludzi też ma ten problem, aby ich rodzice zaakceptowali ich powołanie. Jako młodzieniec byłem blisko parafii i placówki SDC. Dlatego moja decyzja nie była niespodzianką dla moich rodziców.

Dlaczego akurat SDC a nie kapłaństwo?

To jest bardzo dobre pytanie. Moja mama miała nadzieję, że zostanę księdzem. Kiedy miałem około 14 lat, zacząłem uczęszczać na spotkania „O powołanie”, w różnych grupach religijnych. Ostatecznie nigdy nie podjąłem decyzji aby być kapłanem ale potwierdziłem moje powołanie, przekonanie o byciu w SDC. Ale dlaczego właśnie SDC? Zauważyłem, że każde powołanie od naszego Pana jest po to aby Mu służyć. Zauważyłem, że moim codziennym życiem mogę służyć Bogu, tak jak ksiądz żyje w celibacie służąc Mu tak i ja mogę w nim żyć, ale służąc poprzez charyzmat SDC, być świadkiem Jezusa, tego w co wierzę. Czułem, że to było moje powołanie.

Miałeś jakieś chwilę zwątpienia w tym co robisz i czy na pewno jest to Twoja droga, powołanie?

Tak, tak decyzja potwierdza i rozwija się w czasie. I nie bez próby, powołanie musi być z próbą. Tak jak każdy młodzieniec też myślałem, czy będę miał rodzinę, osobę z którą podzielę moje życie. I muszę powiedzieć, że to nie była taka łatwa myśl aby ją tak łatwo zbyć. Inne problemy, ciężkie decyzje, nigdy się nie skończą, będą nam zawsze towarzyszyć. Szukałem rady u osób z którymi rozmawiałem, posiadałem czas do spokojnej decyzji, ufałem Bogu w modlitwie, te trzy rzeczy były zawsze ze mną podczas mojej podróży w stowarzyszeniu. Jest takie powiedzenie, nie pamiętam kto je powiedział, ale mówi tak: "Decyzję, którą podjąłeś w trakcie światła, nigdy nie zmienisz w trakcie ciemności”.


Gdyby nie SDC, czym byś się teraz zajmował?

Nie wiem, trudno powiedzieć, może na drodze kapłaństwa, ale nie wiem trudno mi powiedzieć, „może papieżem” - [śmiech]


Mieszkałeś kilka lat w Londynie, później w Sudanie, teraz jesteś w Polsce, opowiedz coś o tym. Nie męczy Cię takie życie na walizkach?

W przeszłości miałem różne zmiany, czy to z placówki do placówki, ale i również w innych krajach. Łącznie byłem w różnych miejscach na Malcie i poza nią. To może być trochę męczące, szczególnie poza granicą Malty, ale zawsze staram się dostosować tam gdzie jestem. Oczywiście jak można myśleć w nowym miejscu jest zawsze wyzwanie. Zachwycam się mottem SDC - „ Panie, niech cały świat pójdzie za Twoją Dobrą Nowiną”. Malta jest zbyt mała aby to marzenie, motto zrealizować. W latach 50 grupa członków była wysłana przez św. Jerzego Precę do Australii, to dlatego, że było dużo emigrantów z Malty tam się udających. Później w latach 80, został zrobiony kolejny krok jeśli chodzi o misję, pierwszy w Sudanie, a drugi w Londynie. Z łaską Bożą, jako jeden z pierwszych członków zostałem wysłany aby rozpocząć misje w Londynie. Placówka znajdowała się można powiedzieć w międzynarodowej dzielnicy, mieszkali w niej ludzie z różnych krajów. Moje pierwsze doświadczenie poza Maltą nie było łatwe, zaczynałem tęsknić za przyjaciółmi, rodziną, ale jak Jezus mówi w Ewangelii – "Kiedy przegrasz na swoim, On da ci więcej ze swojego". Znalazłem tyle okazji aby żyć moim powołaniem w Londynie. Byłem świadkiem w szkole – gdzie pracowałem i w parafii, gdzie spotykaliśmy się z młodymi. Przebywałem tam około 6,5 roku. Po pięciu latach od powrotu na Maltę zostałem zapytany czy chcę dołączyć do misji w Sudanie. Zgodziłem się. Nie było tam spokojnie. Stowarzyszenie prowadziło szkołę, gdzie uczęszczali uczniowie zarówno chrześcijanie jak i muzułmanie. Oprócz szkoły, mieliśmy grupy dla kandydatów do bierzmowania, ale i też grupy „wybranych” i „kandydatów”, przygotowujących się do życia w SDC. W Sudanie było bardzo dużo uchodźców z południa. Można było zauważyć brak zdrowia, domów, edukacji. To wszystko było bardzo widoczne. Więc spróbowaliśmy pomóc, nasza największa pomoc była w szkole, aby edukować. Formowaliśmy duchowo osoby, które uciekły z południa. W szkole uczyłem angielskiego, trochę informatyki a także pomagałem w administracji jako wicedyrektor. Oczywiście musiałem mówić po arabsku więc nauczyłem się tego języka, ale uczyłem również po angielsku. Tęsknię za Sudanem, za tą prostotą życia. Tęsknię za tą radością, która była widoczna w tych ludziach mimo licznych braków. Tęsknię również za ciepłą pogodą. Byłem tam przez 3 lata.







Wspomniałeś o ciężkiej sytuacji i emigracji z południa. Miałeś obawy przed mieszkaniem w Sudanie?

W naszym miejscu było bardzo bezpiecznie. Sudan to ogromny kraj, wojna była na południu. Tak naprawdę wojna skończyła się trochę przed moim przylotem na Maltę. Trwała 24 lata. Co się stało po wojnie? To jest ważne - zdecydowali aby kraj podzielić na dwie części: Sudan Południowy i Sudan Północny. Może powiem jeszcze ostatnią rzecz, trochę ironiczną, wojna sprowadziła chrześcijan na północ, gdzie było bezpieczniej co poskutkowało tym, że tamtejszy Kościół się powiększył.


Wróćmy jeszcze na chwilę do Londynu. Czy nie szkoda było Ci go opuszczać? Miałeś tam na pewno przyjaciół i pracę.

Tak, miałem przyjaciół, szkołę gdzie było mi dobrze. Uczyłem tam. Jednak był czas aby wrócić na Maltę. Jest jednak czas na pracę i jest czas na przerwę. Tak więc, po konsultacji ze sobą, poczułem, że nadszedł czas, aby wrócić na Maltę. Na kilka tygodni przed powrotem moja mama nagle zmarła. Musiałem więc być pocieszeniem dla mojego taty.






Utrzymujesz kontakt z placówkami, w których byłeś?

Z Londynem tak, mam kontakt. Z Maltą oczywiście też. Z Sudanem niestety nie. W Londynie byłem jeszcze trzy razy. A potem na Malcie, gdzie pisałem pracę na uniwersytecie, dotyczącą tematu "Świadczenie o Chrystusie w mieście", ze szczególnym uwzględnieniem moich doświadczeń w Londynie.


Jak trafiłeś do Polski?

Moja przygoda w Polsce zaczęła się 2 lata temu, kiedy przeszedłem na emeryturę. Przełożony Generalny jakiś czas przed Bożym Narodzeniem zapytał się mnie czy dołączę do grupy SDC w Poznaniu, do wspólnoty, która potrzebowała innego członka stowarzyszenia. Była to dla mnie wielka niespodzianka...


Jak Ci idzie nauka polskiego i co sprawia Tobie największy kłopot?

Najtrudniejszą dla mnie częścią w nauce polskiego jest właśnie komunikacja. Aby zrozumieć drugą osobę. Język polski jest bardzo skomplikowany ale nie niemożliwy!


Co Cię najbardziej zaskoczyło po przylocie do Polski?

Mała rzecz tak naprawdę. Nie wiedziałem, nie oczekiwałem, że nawet imiona i nazwiska odmieniają się przez przypadki. Rzeczywiście na Malcie znam osoby, które obrażają się jeśli przekręcimy ich imię.


Doznałeś szoku jak doświadczyłeś naszego klimatu?

Szczególnie w ostatnim miesiącu, kiedy temperatura sięgała poniżej zera. -8, -10, -12… Taki spadek bardzo mnie zaskoczył. Taka pogoda nie jest wcale moim przyjacielem.


Na pewno nie raz miałeś okazję zasmakować kuchni w miejscach, które odwiedziłeś. Która była najsmaczniejsza?

Maltę zostawmy, tam jadamy zazwyczaj pastę (makaron), królika – dla nas to normalne. Tutaj w Polsce jest coś nowego co lubię, bigos, pierogi z różnymi farszami, nawet z owocami. W Sudanie nie pamiętam dokładnie co jedliśmy, ale co mnie zaskoczyło to to, że nie je się sztućcami, ale rękoma, które wcześniej oczywiście należy umyć.

Sądziłeś, że tak potoczy się Twoje życie, żałujesz czegoś?

Kto zna przyszłość? Ona jest w rękach Boga. Ja zawszę lubiłem przygody, ale Bóg ma zawsze różne doświadczenia dla każdego z nas. On obiecał, że będzie zawsze z nami. Muszę powiedzieć, że stowarzyszenie SDC było w rękach Boga i dla tych ludzi, których spotkałem podczas mojej drogi. Dlatego jestem wdzięczny Panu Bogu za moje życie, które się tak potoczyło. Czy czegoś żałuję? Tak, mogłem więcej uczyć się na moich doświadczeniach. Żałuję pewnych sytuacji, gdzie mogłem lepiej się zachować wobec innych. Ale życie nie jest perfekcyjne, nie jest doskonałe. I podziękuję Bogu, że zawsze staram się być co raz lepszy, czynić lepiej.

Co robisz w wolnych chwilach? Słyszałem, że lubisz łowić ryby.

Lubię łowić ryby, szczególnie wcześnie rano albo późnym wieczorem. Tutaj nie było bardzo dużo okazji. Lubię pływać, bardzo tęsknię za morzem. Na Malcie mieszkałem tuż przy plaży. Interesują mnie wiadomości ze świata, obce kultury i archeologia, którą bardzo lubię.

Czy chciałbyś coś od siebie dodać?

Bardzo dziękuję.

Również i ja bardzo dziękuje za rozmowę.



#sdcmuseum #misjonarze #wielkipost



Poprzedni artykuł:

Cierpienie darem czy karą od Boga?

Linki odsyłające:

SDC M.U.S.E.U.M - strona główna

SDC M.U.S.E.U.M - polska


MR

110 wyświetlenia0 komentarz